Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 221 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nie taka zima zła...

czwartek, 30 grudnia 2010 12:37

 

... zwłaszcza przy pracy z "cieplutkim" bursztynem :) Praca z nieregularnymi kamieniami bardzo mi sie spodobała ostatnio, a po chłodnych labradorytowych szarościach czas na lekkie ocieplenie klimatu prac. Oto ostatnie z nich z upolowanymi na giełdzie bursztynami: Amber Storm i Amber Tears (dostępne w galerii ArsNeo)

 

A prócz tego powstały uzupełniające wcześniejsze prace naszyjniki: Black Sun w galerii Trendymania

 

Black Tresures w galerii ArsNeo

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy odwiedzili mnie ostatnio i pozostawili te przemiłe komentarze :* Mój sieci bywa ostatnio bardzo nieregularny i raczej z krótkimi sesjami - bardzo żałuję w związku z tym, że nie zawsze mogę odpowiedzieć...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Godzinkę albo dwie kupię lub wydzierżawię od zaraz

wtorek, 10 listopada 2009 9:26
Tyle mi właśnie brakuje codziennie, by mieć czas na wszystko, więc jeśli ktoś ma na zbyciu, będę niezmiernie wdzięczna... :)

Oj, zarobiona jestem ostatnio. Nawet subskrybcje nieprzeczytane wiszą w poczcie. A tu tyle miłych komentarzy mnie spotkało pod postem ostatnim. Więc jednak pamiętacie!

Gosiu, dziękuję i postaram się nie straszyć więcej ;)

Czyjaś Żono, dziękuję i już podaję namiary gdzie znaleźć mnie można (niedługo zresztą pojawią się gdzieś tu na blogu na stałe). Jestem zatem na: Flickr, Digart, DeviantART i w Galeriach: Modna, Brocante, Ollissima oraz Pipsztyki.

Barnabo kochany, dziękuję ślicznie zwłaszcza za budzenie i motywowanie - dziś nawet na tyle, że na pracowni komputerowej po prostu ćwiczenie rzuciłam do rozwiązania, a sama piszę sobie miast lekcję prowadzić ;)

Waldeczku, dziękuję (i gratuluję, a za chwilę pogratuluję jeszcze u Ciebie) - miasto niegdyś się Mehlsak nazywało, a dziś nosi nazwę od działacza jednego Pieniężnego ;)

Rigor - dziękuję i mam nadzieję, że to kciuków trzymanie nie przeszkadza Ci za bardzo w codziennej egzystencji ;)

Na razie to tyle tylko, bo dzwonek na przerwę niedługo i zdaje się ktoś mnie tam woła w celu wyjaśnień. Na szczęście jutro święto i wolne, więc mam nadzieję czasu na czytanie troszkę znaleźć, co nie znaczy, że oferta z tytułu nieaktualna - jeśli ktoś zbędną godzinkę posiada, chętnie się zaopiekuję przynajmniej na czas jakiś ;)

Pozdrawiam Was serdecznie i już zapowiadam, że wpis następny będzie o tym jak jedną z Tajemnic Wszechświata Mniejszych pewnej soboty rozwiązałam ;)
Podziel się
oceń
0
2

komentarze (40) | dodaj komentarz

Coś się kończy, coś się zaczyna

czwartek, 22 października 2009 13:20

Właśnie...

Z ciężkim sercem pragnę poinformować, że to koniec Nigdziebądzia jaki znacie, choć nie znaczy to jednocześnie, że koniec w ogóle. Wiele się na to złożylo, ale największy wpływ miało małe moje „przebranżowienie”.


Na początku zeszłego roku zakochałam się bez pamięci (i mam nadzieję z wzajemnością) w hafcie koralikowym. Piękna sprawa, ale i straszny złodziej czasu. Początkowo nic nie zapowiadało faktu, że nie będzie to tylko kolejne z rozlicznych zainteresowań, które przychodzą i odchodzą, czasem wracają. Naszywałam sobie koraliki dla siebie, rodziny, znajomych i nagle... w czerwcu tego roku pod swoje skrzydła przygarnęły mnie trzy galerie internetowe. Radość wielka lecz i zobowiązanie nie mniejsze.


Tym samym zaczął się nowy rozdział w moim życiu zawodowym, a co za tym idzie i na Nigdziebądziu (tak ostatnio zaniedbanym) wyraz tego znaleźć się musi. Blog zostanie rozszerzony o nowy, obawiam się, że dominujący, dział koralikowy, a zubożony o dywagacje polityczne (zresztą te mierziły mnie już od dawna) i literackie zapędy najprawdopodobniej okrojone zostaną(po prostu czasu już na to nie mam). W dalszym ciągu będą wpisy o Potomku moim i urokach życia belfrowskiego jednak... No, cóż... Nie wszystko już będę mogła napisać, ponieważ Jagienkaa przestała być li i tylko bytem internetowym, straciła anonimowość i wszystkie wiążące się z tym przywileje. Znów stała się mną jedynie – Agnieszką na zdjęciu obok (już nie zamazanym maksymalnie dla niepoznaki), co mieszka w maleńkim miasteczku na Warmii, gdzie nawet bociany zawracają.


Wiem, że to zmiana drastyczna i nie każdemu do gustu przypadnie. Tym bardziej miło mi będzie, jeśli wpadający tu od czasu do czasu (o ile się tacy ostali) dalej wpadać tu będą.


Przepraszam Was za to (oraz za tak długą absencję) raz jeszcze. Wierzcie mi, że ciężko było taką decyzję podjąć. Jednak cóż robić? Doba ani o minutę dłuższa być nie chce, a ja z kolei w miejscu też stać nie mogę. Czas pokaże, czy był to krok w przód czy w tył...


To by było na tyle w ramach wstępu i tłumaczenia. W następnych wpisach zaś pojawią się owoce koralikowej miłości i nowych zajęć. Oceniajcie je łaskawie, proszę :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Lekarstwo

niedziela, 05 kwietnia 2009 22:29

   Jak leczyć bolącą rzeczywistość? Tak naprawdę nie wiem. Miewam czasem pewne podejrzenia i pomysły. Mniej lub bardziej skuteczne, ale na pewno pozwalające przynajmniej zaleczyć nieprzyjemne objawy. Jednym z najlepszych, jaki do tej pory znalazłam, jest szukanie drobnych przyjemności. Całkiem sporo ich, jak się okazuje, a wystarczy jedynie rozejrzeć się dokładniej, posłuchać uważniej. Czasem wystarczy szczery komplement (Hmm, ten żółty płaszczyk jest nawet lepszy od szarego. W nim normalnie ulicę rozświetlisz, mamo.), czasem pyszne lody truskawkowe zagryzane popcornem. Jeśli natomiast ma się to szczęście, że błąka się gdzieś wokoło życzliwa duszyczka, można też zostawione przez nią lekarstwo na przykład w pracy na własnym biurku znaleźć, do tego jeszcze zaopatrzone w instrukcję obsługi, od której już zaczyna się przyjemne ciepełko po zestresowanym kręgosłupie rozchodzić.


   I ja mam to szczęście, a znalezione na biurku lekarstwo nosi tytuł „Lars and the real girl".


   Zaaplikowałam je sobie wczoraj wieczorem, zadbawszy uprzednio o właściwą oprawę. Przerobiłam mianowicie mój mikroskopijny pokój dzienny w salę kinową prawie. Wystarczyło tu i ówdzie kable przeciągnąć, sprzęty poprzestawiać i... Zresztą, co ja będę gadać - sami popatrzcie ;)



   W takich oto warunkach, nawet lepszych niż w kinie prawdziwym, bo i wyciągnąć się na kanapie można i fajeczkę zakurzyć, odbywała się terapia przez całą sobotę niemal (wcześniej korzystał Potomek i Siostrzyca, a ja dopiero późnym wieczorem). Pomogło.


   Film wspominany wcześniej... Dawno nie dane mi było mi oglądać podobnego. Niby przygnębiający troszkę na pierwszy rzut oka, ale z drugiej strony... Historia niezwykła, ciepła i spokojnie płynąca, więc nie dla tych, co lubią nad wszystko napięcie i niespodziewane zwroty akcji, niestety. Z każdej sceny prawie wyziera nadzieja, czai się wiara. Nadzieja, że nie ważne jak źle, będzie lepiej. Wiara, że dobrzy ludzie są i, mimo że wydaje nam się inaczej, wiele są w stanie dla nas zrobić. Nie powiem więcej - obejrzyjcie, a zrozumiecie. Mam nadzieję (O! Widzicie! Działa! :D).

 


   Poza tym donoszę ciekawym pewnych wydarzeń ( i dziękuję bardzobardzo przy okazji za wsparcie), że harpia zaatakowała mnie we wtorek z rana i odczepiła się dopiero na piątej przerwie, a w środę celem podobnego ataku była pani dyr i jeszcze parę osób, zaś rady w czwartek nie było. Funkcjonuję zatem w dziwnym stanie ducha i nerwów, czasem wspomaganych farmakologicznie (bo inaczej rady nie da) i czekam. Próbuję się zajmować różnymi rzeczami bez znaczenia, żeby nie myśleć za dużo. Dokończyłam wiosenne porządki. Zmieniłam firanki. Pofarbowałam włosy. Odkurzyłam maszynę do szycia i poszyłam pasujące do firanek poduszki. Różne takie tam...

 

p.s. Co jest grane? Znowu się przez antyspamy przebić na WP nie można. Próbuję i próbuję i... nic. Jak ktoś zatem ma takowego, niech cierpliwym będzie - może mnie wkońcu skubaniec jeden z drugim przepuści. Albo usunąć draństwo - ja nie mam, a od paru miesięcy spama nie dostałam... :D



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

"Studentka"

niedziela, 15 marca 2009 21:23

Dziś znowu zostałam studentką. Prawie. A było to tak.


Jako że wiosna wielkimi krokami się zbliża, a na dworze już nie minus ale plus dziesięć, postanowiłam płaszcz długi i czarny zastąpić krótkim i szarym płaszczykiem. Mierzę go więc sobie przed lustrem, a Potomek przygląda się mi bacznie.


-  No, w tym wyglądasz młodziej – oświadcza w pewnej chwili tonem znawcy.


-  Naprawdę?


-  Aha, jak s t u d e n t k a – dodaje jeszcze i powieka mu (pokerzyście) nawet nie drgnie.


Coś jest na rzeczy, mówię wam. Tylko co? Chce czegoś albo narozrabiał i próbuje mnie zmiękczyć, nim się przyzna. Istnieje też trzecia możliwość – proces socjalizacji Potomka odbywa się prawidłowo, a wyżej wymieniony potrafi już nawiązywać i podtrzymywać pozytywne więzi społeczne z osobami znajdującymi się w najbliższym otoczeniu.


Tylko że to ostatnie trochę mniej pewne, bo właśnie się okazało, iż projekt domu (dla ciekawskich  TU), o którym pisałam ostatnio, to praca domowa z plastyki...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  320 456  

jagienkaa

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 320456
Wpisy
  • liczba: 59
  • komentarze: 4288
Bloog istnieje od: 3759 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl